o wszystkim i o niczym

Na wesoło, Ogólne No Comments

Mikołaj sam siedzi. Potrafi sam usiąść i siedzieć już naprawdę długo.

Dno łóżeczka już jest przesunięte na przedostatni poziom. Ale teraz niech mi jakiś “pudzian” czy inny “strongmen” wyskoczy… powalę jednym ciosem ręki. Spróbujcie wyjąć ruchome 13 kilogramów z przedostatniego poziomu łóżeczka a potem jeszcze ponosić. No i jeszcze zrobić samolocik, “hopa hopa” i inne akrobacje? Po co mamom siłownia?

Nadal mamy kłopoty z nakarmieniem Mikołaja. Dywan mamy do wymiany, ściany do pomalowania, tapicerkę do wyprania, a po każdym karmieniu dziecko, fotelik jak i karmiący podlega gruntownemu myciu. A Młody nie je jeszcze sam… Wszystko co trafia do buzi, rączka musi ocenić, “przememłać”, przepchnąć dalej, a ewentualne grudki muszą być usunięte. I wyrzucone, z obrzydzeniem na buzi, na dywan. A co, niech rodzice ponoszą konsekwencje prób otrucia dziecka makaronikiem, kaszką manną, czy innym ryżem.



Nie mamy za to żadnych kłopotów z kąpaniem Mikołaja. On uwielbia przesiadywać w wannie, robić “chlapu chlapu” bawić się żółwikami. Co prawda po takich kąpielach rodzice są do wysuszenia, podłoga i ściany do wytarcia, a ubrania w koszu z brudną bielizną już tylko do wysuszenia ;P, ale czego się nie robi dla tych pięknych kąpielowych uśmiechów?



A teraz zmykamy, idziemy na spacerować, a co zobaczyliśmy pokażemy niebawem :)

dodatek “pospacerowy”: