Pierwszy poważny zgrzyt
January 25, 2008 Służba zdrowia, Zdrowie No CommentsDo tej pory tak naprawdę nie narzekałem na służbę zdrowia. Jaka była niedofinansowana, jaka by nie była zaniedbywana przez kolejne rządy, jakoś do tej pory (dla nas) spełniała swoje zadania. Lekarz pierwszego kontaktu był kiedy był potrzebny, a wizytę u specjalisty umawiało się wprawdzie wcześniej, ale na dogodny termin.
Dziś po raz pierwszy odbiłem się od muru bezsilności. Mikołaj prawdopodobnie dostał zapalenia ucha, niby nic, ale u dziecka z rozszczepem trzeba pilnować takich rzeczy bo może się skończyć poważnymi problemami ze słuchem. Skierowanie jest, ubezpieczenie jest, telefon jest - umawiamy wizytę u laryngologa.
- Tak, oczywiście, nie ma problemu, - miły głos w słuchawce - jest w pakiecie, za darmoszkę, piąty luty panu pasuje?
- Tak, oczywiście… moment NIE, NIE PASUJE, dziecko mam chore teraz a nie za dwa tygodnie!!!
- No jak panu nie pasuje w tej przychodni to może w jakiejś innej? - głos jakby stracił na słodyczy - Na Ursynowie?
- Dobrze, kiedy ? - kichał że to daleko - Jeśli będzie trzeba to zapłacę ekstra.
- 31 stycznia to najbliższy termin jaki mogę zaproponować, dopłacać nic nie trzeba bo jest w pakiecie.
- Naprawdę nie da się wcześniej?
- Niestety po prostu nie ma lekarzy.
- Dobrze, proszę nas zapisać - kończę rozmowę już całkiem zrezygnowany.
Zadzwoniłem jeszcze w kilka miejsc, i lekarzy rzeczywiście NIE MA. I płać tu człowieku chore składki na “ubezpieczenia zdrowotne” (zwane również haraczem), a jak przyjdzie co do czego to się dowiesz że najbliższy termin jest za pół roku. Tak po prostu. W teorii zawsze zostaje ostry dyżur, z tym że wiem jak to wygląda. Po raptem sześciu godzinach czekania na wizytę i tak się skończy skierowaniem do specjalisty. Dziękuję nie skorzystam, ja mogę posiedzieć, ale nie z chorym dzieckiem.
Udało mi się w końcu wyżebrać wizytę w naszej “starej” przychodni (choć w innym oddziale) na poniedziałek, oczywiście za gotówkę. Szkoda gadać.

